Północna droga
Widziałem ocean. To był piękny sen.
Po kres, aż do nieba; pragnienie serc.
Gromady fal, odległy rejs.
Na granicy skał, spienioną biel.
Wyniosłe klify z rozmytym tłem,
Chwilę ciszy wraz z chwilą westchnień.
Rozciągłe twory, pokryte przez śnieg,
Wyrosłe spod wody do podniebnych sfer.
Tysiące gwiazd, gdy zapadł zmierzch.
Bez smutku twarz, gdy siąpił deszcz.
Przebłysk zieleni, choć nie było drzew.
Próżnię na Ziemii, najgłębszą czerń.
Magiczny portal przez krainę mgieł,
Otwarte wrota z pokusą by przejść.
Horyzont zdarzeń, promienie szczęść,
Refrakcję w czasie i następny dzień.
Krawędź świata, jak marzeń brzeg,
Nie istnieje… a ja, nie obudziłem się ?!