cien

Ogrodowe szachy

Zgłosiłem się do tej partii sam,
Szachy to przecież tak piękna gra?!

W ogrodzie ciemność, niewiele dnia,
Cierpią rośliny, panoszy się chwast.

Gambitu nie bardzo jest sens grać,
Bo po co krew ma iść prosto w piach?

Zbyt wiele ogród poniósł już strat,
Na owoce w tym roku coraz mniej szans.

Dość mam już tych czarnych dam,
Po stronie białych będę dziś grał.
[Choć więcej z nich to część szara jest,
Więc potrzebują właśnie mnie…]

W ogrodzie sączy się zbyt mocny kwas,
Mieszkańcy wpadli w trujący barszcz.

Bezpieczny jest po roszadzie król,
Z daleka wraca biała królowa;
Pozycję zagęszcza już każdy ruch,
Armia grupuje siły w okopach.

Na polach cisza – tak trzeba trwać;
W spokoju formacja zwiera się,
Po kroku wdraża misterny plan;
Wszystko okrywa tajemnic cień…

Pozorny ruch – już dni tylko dwa;
Uśpi uwagę, odciąży skrzydła.
Podejdzie wysoko wtedy nasz zwiad,
Niewinnie, niby spacer przez park.

Nadejdzie wkrótce właściwy czas,
By wykonać ruch, powiedzieć szach…
Środki ochrony w szkodnika wlać,
Rozwinąć skrzydła, przypuścić a…tak!
Na sygnał czeka już każde z Was,
By zaskoczyć czerń, wywrócić jej świat,
Obronę złożyć jak domek z kart;
Obnażyć zło, wybić do cna:
Bo celem gry jest zawsze mat.

Nieznany los nam przyszłość tka,
W ogrodzie czuć już powiew zmian;
Zrobię wszystko, to co się da,
Jako pionek i jako gracz!

Ochronny ubieram więc zaraz płaszcz,
Czas wykosić ten straszny barszcz!

Po pewnym czasie nastanie nowe,
Wiem dobrze, że będzie to dzień.
Skończą się zagrywki szachowe,
Wróci życie w naszym ogrodzie!